niedziela, 4 grudnia 2011

Na opak

Towaru na półkach jest tyle, że można dostać oczopląsu. Czasem produkty ustawione są warstwowo, tworzą gustowne wieże albo wyrafinowane, niezbyt stabilne konstrukcje. Ileż to razy zamierałam w obawie, że ta misternie obmyślona forma runie i narażę się na pełne politowania spojrzenia obsługi. Wiedziona doświadczeniem (z większych wpadek - mleko w szklanej butelce i słoik marynowanych cebulek), nauczyłam się prosić o pomoc uprzejmy personel: "Przepraszam, czy może mi pani wyjąć to czy tamto?" Bywa, że z satysfakcją obserwuję zmagania sprzedawcy z niesfornymi opakowaniami. Wiem - nieładnie, to taka zemsta za własną nieporadność:)

W każdym razie ma być dużo, jak w dyskontach, gdzie towar bierze się bezpośrednio z palety. Do takiej formy eksponowania towaru wraca chociażby Saturn. Na palety wróciły komputery i telewizory. Klient wchodzi i myśli - tyle tego, jak w hurtowni = taniocha.

A ja mam całkiem odwrotnie. Gdy widzę dużo towaru na półce tłumaczę sobie, że nie cieszy się powodzeniem, słabo schodzi, jak mówią handlowcy. Dużo bardziej atrakcyjne wydają mi się pojedyncze sztuki zalegające gdzieś w głębokich czeluściach. A jak już dorwę ostatnią butelkę, puszkę czy inny surowiec, mam poczucie dobrze wypełnionej misji. Rzecz jasna samotna butelka jest pociągająca tylko w licznym i różnorodnym towarzystwie innych towarów :)


1 komentarz:

  1. Mam dokładnie tak samo:) Kiedy nie mogę się zdecydować, najczęściej biorę to czego jest mniej. Widać obie chodzimy na programie 'inni':)

    Prowadzę właśnie szkolenia w markecie,w którym pracownicy, mają za zadanie, jak najszybciej wypełniać luki na półkach, żeby zaoszczędzić klientom wrażenia powrotu do kryzysowych czasów:)

    Co sklep to obyczaj:)

    OdpowiedzUsuń